Rozterka: rok 1767 i 1768
Kościuszko, tekst oryginalny. ROZDZIAŁ IV. Wychowanie
Bo zbliżał się już do fatalnego końca ostatni akt upadku starej szlacheckiej Rzeczypospolitej, a najjaśniejszy szef i jaśnie oświecony komendant Korpusu nie stwierdzili czynami zalecanego na słowach patryotyzmu. W roku 1767 po nocy 14 października chorąży Kościuszko musiał wraz z kolegami dowiedzieć się, że hetman polny, dwaj biskupi i jeden poseł sejmowy zostali z własnych domów porwani i gdzieś do Rosyi wywiezieni, a nikt nie stanął w obronie ich osób i godności państwa. Całemu korpusowi było wiadomo, że król jegomość jeździł do obozu rosyjskiego, żeby rozdawać ordery polskie jenerałom, gnębiącym Polskę. Musieli przecież kadeci z klas wyższych rozumieć, że przyjęta na sejmie 1768 „gwarancya" imperatorowej Katarzyny II była wyraźnem, formalnem zniesieniem niepodległości Rzeczypospolitej.
Czyż nie spostrzegał Kościuszko, że fakt taki staje w zupełnej sprzeczności z ideałem, podanym mu przed dwoma laty w przedmowie do książki Carlancas'a: „uwiększenie mocy wewnętrznej i poważania postronego" Ojczyzny?
W braku dokumentów możemy tylko na domysł odgadywać ciężką rozterkę myśli i uczuć, jaka się w duszy jego toczyła. Brzydził się niewątpliwie Kościuszko wszystkiemi zniewagami „Ojczyzny i honoru", jakie spełnili zwierzchnicy jego; ale jakże trudno mu było dorobić się sądu własnego, skoro karność wojskowa przyzwyczaiła go do spoglądania z największem uszanowaniem na komendanta i na szefa; skoro zawdzięczał im kilkuletnie utrzymanie i wykształcenie umysłu!
Więc bił się z myślami i uczuwał w sercu pierwsze bóle rozpaczy, że nie umie ratować ginącej Ojczyzny. Mniemam, że te go wypchnęły na długoletnią wędrówkę naukową po obcych krajach.