Wieczory przy ognisku: wspomnienia, gitara i ciepła atmosfera.

A czy pamiętacie wieczory przy ognisku

Któż choć czasem nie wspomni dziecięcego obozu wypoczynkowego? ognisko Na początku według planu była gimnastyka, potem apel i wodne „ceremonie”, odbywające się głównie na świeżym porannym powietrzu. A później wszyscy szli na śniadanie. Zazwyczaj podawano kaszę: ryżową, mannę, gryczaną. Do kaszy podawano herbatę i nieodłączną kanapkę. Na stole leżały pokrojone: kiełbasa, chleb, ser, masło, które tak niewygodnie było rozsmarowywać. Masz ochotę — bierz ser i kiełbasę, połóż na chleb i jedz. Nie masz apetytu? Zjedz zwykłą kanapkę. A bywało, że rano tak chciało się jeść, że kanapka kolegi, a czasem i nie jeden kawałek, sprawiała ogromną radość. A jakie wspomnienia budzi kakao! Mmm... Teraz, z perspektywy lat, rozumiesz, że właściwie nie było w nim niczego niezwykłego, ale wtedy... Kiedyś lepsze od kakao były słodzone mleko skondensowane i chałwa, lecz priorytety się zmieniały. Kakao nalewano do szklanek, unosiła się nad nim para. Pito malutkimi łyczkami, tak gorące było kakao. A gdy już prześwitywało dno szklanki — to dopiero było najsmaczniejsze. Oczywiście bywał też wolny czas — wtedy obóz szybko ożywał: grami, krzykami, wesołością. Chłopcy grali w piłkę nożną, niektórzy w koszykówkę. Starsi ganiali się i oblewali wodą. Po paru godzinach obóz w mig przemieniał się w żywy mrowiec. Wydawało się nawet, że te „mróweczki” są całkowicie nie do opanowania. Choć w rzeczywistości wszystko było całkiem zorganizowane. Ciągle się gdzieś chodziło, na przykład do kina, do muzeów i na wycieczki. Wszyscy szczególnie czekali na wyprawę nad morze: budowle z piasku, tak bliskie boje i rozpalony piasek. A jeśli ktoś odpłynął za boje, zaraz gwizdali groźni wychowawcy, krzycząc, że kąpiel skończona. Ot, to właśnie prawdziwy dziecięcy wypoczynek. A nie siedzenie ciągle w domu, od czasu do czasu wyskakując z mamą i tatą nad jakiś akwen.

Ale najbardziej zapadały w pamięć nocne wyprawy: kto nie lubił cicho śpiewać piosenek, jeść pieczone ziemniaki, patrzeć na ognisko i rozpalać ogień... Od razu rozdzielano obowiązki między chłopcami i dziewczynkami, dla każdego było coś do zrobienia, trzeba było przynosić drewno, rozpalać ognisko, przygotowywać ziemniaki. Starsi przynosili gitarę. Przy takich piosenkach wszyscy stawali się niemal jak rodzina. To był dziecięcy wypoczynek po dorosłemu. Upajał, chciało się być tam całą noc. Lecz wszystko, co dobre, jak wiadomo, ma to do siebie, że się kończy. Bardzo nie chciało się iść, ale była pora. Za to kiedy wracało się do swojego pokoju, pozwalano jeszcze pół nocy omawiać wieczorne ognisko.

Tradycyjnie dzieci z obozu z niecierpliwością czekają na ostatnią, królewską noc. Na wiele było pozwolone, na przykład można było siedzieć w innych pokojach, pary się nie rozstawały, można było rozmawiać całą noc. A jeśli masz białą bluzę, to jesteś prawdziwą gwiazdą — bo dzięki niej można łapać nietoperze. Łapiąc nietoperza, wyraźnie widocznego na jasnym tle, stajesz się gwiazdą. Najpierw wszystkim pokazujesz nietoperza, niepokoisz się, ale trzymasz go mocno, później robi się go żal — wypuszczasz na wolność. Stopniowo wszyscy się rozchodzą...

A rankiem czeka nas długie pożegnanie z drogimi koleżankami i kolegami i jesteśmy całkowicie pewni, że w żadnym wypadku nie zdołamy zapomnieć ich ani obozu.